Uff, jako że przyznałam się już na blogu że oczekujemy Matyldy, to dziś jej zasługą wkradnie się tu kilka zdjęć z mojej walki z kaftanikami, bodziakami, śpiochami, pajacami itp itd
Nie wiem jak jest u Was, wśród Waszych znajomych ale u nas wszystko krąży - od odzieży ciążowej po rzecz jasna ciuszki dziecięce... Tym samym dziś doszłam do wniosku,że pomijając to, co sama zdążyłam kupić, to już nic więcej chyba na początek dokupować nie muszę.... Przywieźliśmy dziś bowiem solidną dostawę!
Jak to wysypałam na podłodze w salonie, to strach mnie ogarnął:P
Zresztą sami zobaczcie:
 |
wysypałam z pudła |
Potem nastąpił etap, w którym chciałam te rzeczy posegregować rozmiarami i dopisać mniej więcej do mojej magicznej listy - tak, by finalnie móc stwierdzić czy czegoś mi dla Matyldy brakuje czy też wszystkiego mam aż nadto.
Tak więc kolejna faza miała się tak:
Potem doliczyłam się wszystkiego ( w sumie to brak nam chyba jedynie skarpetek:P) i podzieliłam kolorami. Pierwsza pralka już zapakowana i ustawiona na włączenie się o 8 rano, 2 kolejne czekają...
Póki co piorę to tylko dla odświeżenia, by móc schować do regału. Potem czeka konkretne pranie w jakimś dzieciowym specyfiku i pewnie prasowanie.... Choć zastanawia mnie jedno: czy jeśli użyję programu baby care (z dodatkowym płukaniem) a potem wysuszę wszystko w suszarce (czyli w wysokiej temp) to czy prasowanie będzie konieczne? Ot dylemat kobiety przed pierwszym porodem:) Może bardziej zaawansowane w temacie mamy mi pomogą w tej kwestii? Pomijam rzecz jasna stronę wizualną - po wypróbowaniu suszenia na dziecięcych ciuszkach zauważyłam że większość z nich nie gniecie się, jedynie kilka sztuk jak dotąd wymagało prasowania ze względów estetycznych bynajmniej:)
Tak więc chętnie poczytam wszelkich wskazówek - bywają tu jakieś mamy?:)
Pozdrawiam,